Bootleg Bros: Brawl

24 stycznia, 2021 0 przez charizard
Spread the love

Undyne i Papyrus
– Och. Do diabła. Tak.

Kapitan Gwardii Królewskiej, Bohater Potworów, Undyne stała w szoku, a jej oczy rozszerzyły się, gdy patrzyła przed siebie z podziwem. Papyrus i Alphys stali przed jej domem, wręczając jej prezent. Miecz o długości dwunastu stóp, zupełnie jak ten facet z anime, który oglądała z Alphys. To była doskonała replika. Tak duży. Tak onieśmielające.
– C-czy … podoba ci się? – zapytała nerwowo Alphys. "Podoba mi się? KOCHAM TO!" – ryknęła Undyne, owijając ramię wokół Alphys i Papyrusa, przyciągając ich do bardzo mocnego uścisku, po którym oboje prychali. Kiedy puściła, Alphys mocno się zarumieniła, gdy jąkała się niespójne słowa do Undyne, która ledwo to zauważyła, gapiąc się na miecz.
„OH, UNDYNE. JEST JEDEN NASTOLATEK MAŁY SZCZEGÓŁY, O KTÓRYCH NIE WIEMY”. W tym papirus, a Undyne uniosła brew, mając nadzieję, że było więcej mieczy. "U-um … musisz z tym uważać. J-to … pianka …"
"O." – odpowiedziała Undyne, w końcu chwytając miecz za rękojeść i unosząc go w powietrze. Było niewiarygodnie lekkie, a szturchnięcie w ostrze potwierdziło, że to rzeczywiście pianka. Jej podniecenie ustąpiło, ale i tak się uśmiechnęła, uśmiechając się do Alphys. – W porządku! I tak to uwielbiam!

Alphys rozpromieniła się, gdy Papyrus odchrząknął. „A więc, ER-UNDYNE, MIAŁEŚ JUŻ KONTYNUOWAĆ MÓJ TRENING BITWY?”
Undyne poczuła cień winy, gdy Papyrus o tym wspomniał. Nadal nie wspomniała mu o swojej ostatniej decyzji. Decyzja o przerwaniu treningu bojowego i nauczeniu go czegoś – czegokolwiek innego. Jasne, był silny. Do diabła, nawet ją pokonał w siłowaniu się na rękę. Przynajmniej do czasu, kiedy zaczęła próbować i prawie złamała mu rękę. Mimo to był o wiele twardszy niż większość potworów. Jedynym problemem była … jego dobroć. Jasne, nie była to cecha negatywna, ale życzliwość nie była zbyt cenna na polu bitwy. Wobec wroga, który nie chce niczego więcej, jak cię zabić, dobroć zawsze zawiedzie. Jest zbyt niewinny. Za delikatne. Za słodkie. Zbyt uprzejmy. On też był oddany, co sprawiło, że trudno było jej to powiedzieć. Byłby załamany, gdyby powiedziała mu, że nie ma tego, czego potrzeba, aby zostać prawdziwym królewskim strażnikiem. Jeśli był trochę bardziej podobny do … niej, albo po prostu bardziej praktyczny, to był idealnym materiałem na strażnika. Oprócz Asgore'a i siebie była przekonana, że Papyrus może być trzecim najsilniejszym potworem w podziemiach.

To wszystko miało związek z tą jego słodką niewinnością. Zostałby zmiażdżony na drobne kawałki w prawdziwej walce, a wszystko to dlatego, że próbował zaprzyjaźnić się z wrogiem, zamiast go schwytać lub, co gorsza, zabić. Zanim potwór rybny zdążył odpowiedzieć, odezwała się Alphys. „Zatrzymaj się później w laboratorium. Myślę, że znalazłem nowe anime, którego jeszcze nie widzieliśmy”.
"Zrobi!" Undyne odpowiedziała, machając, gdy Alphys wychodziła, zanim w końcu została zmuszona do poświęcenia całej swojej uwagi Papyrusowi, który uśmiechał się do niej niespokojnie. – Posłuchaj, Papyrusie… pomyślałem, że powinniśmy… spróbować dzisiaj innego rodzaju lekcji.
„WOWIE! PROMUJĘ JUŻ? MOJE MARZENIA SPEŁNIAJĄ SIĘ!”
– Racja, cóż… czy kiedykolwiek wcześniej gotowałeś? Zapytała, a Papyrus zastanawiał się przez chwilę. „HM… Cóż, TYM RAZ PRZYPADKOWO SPALIŁEM SIĘ NIEKTÓRE WODY”.
Undyne zamrugała. „Spaliłeś…” Lepiej tego nie kwestionować. – Nieważne. Mam zamiar nauczyć cię gotować dzisiaj. I jak gotować NIESAMOWITY makaron. W szczególności spaghetti.
"O MÓJ BOŻE!" Papirus zapiszczał. "NIE WIEM DLACZEGO, ALE ZAWSZE KOCHAŁEM SPAGHETTI! NIE WIERZĘ W TO! WSZYSTKIE MOJE MARZENIA SPEŁNIAJĄ SIĘ! PONOWNIE!"

Jednak po kilku minutach lekcji (podczas której obojgu udało się jakoś udekorować jej sufit pastą pomidorową), przerwał im dudnienie. Początkowo przeszedł niezauważony. Podziemia znajdowało się pod wulkanem, drobne trzęsienia ziemi nie były rzadkością. Ale potem dudnienie stało się częstsze. Zwiększona intensywność. Stało się niemożliwe do zignorowania. Cały dom się trząsł, zmuszając Papyrusa do przypadkowego upuszczenia pudełka suchego makaronu, który wysypał się na podłogę. „UNDYNE? CO SIĘ DZIEJE? CZY TO JEST TO, ŻE JEST TO BLISKO PRZEDSTAWIENIA METTATONA NA ŻYWO?”
„Nie, nie wiem, co się dzieje!” Undyne wrzasnęła, a dudnienie stało się tak głośne, że ledwo słyszała zwykle głośny szkielet. – Może powinniśmy… – Przerwała jej, gdy sufit nagle runął nad ich głowami.

Undyne otworzyła oczy, początkowo powoli, zanim rozszerzyły się z zaskoczenia. Była w powietrzu i spadała. Była … w powietrzu. "POWIERZCHNIA!?" Płakała, patrząc w górę, aby zobaczyć błękitne niebo. To było … wow. A to ciepło na jej skórze, co to było !? To było takie miłe! Ale została przywrócona do rzeczywistości, gdy przypomniała sobie, że spada. Spojrzała w dół i zauważyła, że schodzi na jakieś miasto. To było dziwne. To było jak połączenie różnych rzeczy, różnych stylów. Prawie tak, jakby ktoś, kto zaprojektował miasto, nie mógł zdecydować się na konkretny wygląd. Niektóre budynki wyglądały tak, jak się spodziewała, widząc je w anime. Potem były inne budynki z neonami i dziwnymi projektami technologicznymi, nie wspominając o dziwnie ukształtowanych, futurystycznych budynkach, które również miały pierwszeństwo.

Nie mając zbyt wiele czasu na zastanawianie się, co się dzieje, Kapitan przywołał włócznię i naśladował coś, co widziała kiedyś w anime. Zbliżając się do ziemi, skierowała swoją trajektorię, aby przejść dokładnie wzdłuż boku wieżowca, w którym wbiła włócznię. Jednak siła była większa, niż się spodziewała, a jej włócznia została wyrwana z jej ramion, prawie wyrywając jej ramiona z orbit. Chociaż nieco ją to spowolniło, zaczęła odczuwać panikę i ponownie spróbowała tej taktyki, tym razem przywołując włócznię w którejkolwiek ręce i przebijając ją przez szybę. Jej upadek zwolnił, po tym jak przedarła się przez kilka pięter. Spojrzenie w dół powiedziało jej, że jest zaledwie kilka stóp nad ziemią. Wow, to było … naprawdę blisko. Jej włócznie zniknęły, gdy zręcznie wylądowała na nogach. Podnosząc głowę Undyne oceniła obrażenia, po czym z satysfakcją otrzepała ręce. „Teraz to jak…” Jej głos uwiązł jej w gardle, kiedy spojrzała w lewo i zobaczyła osobę patrzącą na nią z mieszaniną strachu i zmieszania. W zamian wygląd Undyne był bardziej szokujący.

Ludzie. Oderwała oczy od kobiety, żeby się rozejrzeć i zobaczyła dziesiątki – nie, nawet setki ludzi. Tylko nieliczni się na nią gapili, ale wszyscy wydawali się zdezorientowani, rozglądali się wokół, wielu z nich wykrzykiwało imiona.
Tego było za wiele. Nie mogła zmierzyć się ze stu ludzi naraz! Jak niesprawiedliwe było to? Wystartowała sprintem, starając się unikać każdego człowieka, jakiego mogła, szukając miejsca, miejsca, dowolnego miejsca, w którym mogłaby się schować i wymyślić następny ruch.

——

Poniżej zera
Powietrze przecinał lodowaty wiatr, a każdemu podmuchowi towarzyszyła warstwa śniegu. W każdym kierunku widać było zaledwie stopę, brak widoczności potęgowało nocne niebo, którego nie było widać powyżej. Podczas ciemnej śnieżycy, która pustoszyła ziemie, mężczyzna usiadł na kolanach, z rękami złożonymi w pasie. Siedział na kamiennym chodniku, a posągi wznosiły się w niebo po obu jego stronach. Przodkowie. Przewodniki. Przykłady.
Ostatni z kriomantów medytował, nie zwracając uwagi na śmiertelnie niskie temperatury, które go nawiedzały. Wciągnął powietrze przez nos, po czym powoli wypuścił go z ust. Mgła, która wypłynęła z jego ust, natychmiast została odciągnięta przez silny wiatr. Musiały minąć godziny, noc wydłużała się, zanim burza przeszła w łagodny wiatr, a przyjemne płatki śniegu opadały na ziemię. Jednak arcymistrz Kuai Liang pozostał w pozycji siedzącej, zawsze czujny podczas medytacji.

On czekał. Teraz, gdy burza minęła, była to tylko kwestia …
Sub-Zero poderwał się na równe nogi, a ściana lodu wybuchła za nim na czas, by złapać grot włóczni, który utknął w lodzie. Do pocisku z ostrzami przymocowany był łańcuch, a na drugim końcu łańcucha stał ostatni Shirai Ryu, duch zemsty, bólu i cierpienia. Hanzo Hasashi. Skorpion.
Pomimo prób przekonania rywala przez Sub-Zero, że nie ma on nic wspólnego ze śmiercią rodziny Hanzo, nie poczyniono żadnych postępów w ustanowieniu nie wrogich relacji między nimi. W końcu Kuia Liang nie miał dowodu, którego potrzebował, aby przekonać Scorpiona, że jest inaczej. Wielokrotnie ta dwójka znajdowała się w konflikcie. Starszy brat Sub-Zero, Bi-Han, początkowo zabił Scorpiona, który został sprowadzony z powrotem przez Quan Chi i zamordował Bi-Hana w zemście. To wtedy Kuai Liang przejął płaszcz Sub-Zero od swojego brata, który sam został wskrzeszony jako zły sługa znany jako Noob Saibot.
Od tego czasu Sub-Zero i Scorpion ścierały się bez końca, nigdy tak naprawdę nie wygrywając żadnego starcia. W końcu byli równo dobrani. Jednak dziś Kuia Liang miał dziwne przeczucie, że to starcie zakończy się źle dla jednego z nich. Osobiście żałował, że to nie będzie zguba Hanzo. Pomimo rywalizacji Sub-Zero nie życzył śmierci swojemu przeciwnikowi. Tylko po to, aby pewnego dnia odkrył prawdę i szukał odkupienia.

– Tym razem mi nie uciekniesz, Sub-Zero. Głos Scorpiona syknął spod maski, a jego blade oczy wpatrywały się w lodową ścianę, która blokowała jego pierwsze uderzenie. Szarpnięciem wyszarpnął kunai z lodu, a łańcuch cofnął się z powrotem do jego ramienia. Ściana lodu opadła, rozpraszając się, gdy Sub-Zero odwrócił się w stronę przeciwnika. – Nigdy cię nie uciekłem, Scorpionie. Odpowiedział, w jego dłoni zmaterializował się miecz wykonany ze skrystalizowanego lodu. „Nigdy nie wygrałeś”.
"To się teraz zmienia." Scorpion stwierdził i zniknął w błysku ognia, zanim ponownie zmaterializował się za Sub-Zero, wymachując własnym ostrzem – kataną, którą zaczął ciąć kriomantę, który przerzucił ostrze przez ramię, zderzając się dwoma broniami. zanim Sub-Zero kopnął za siebie nogę, Scorpion odsunął się w bok, kiedy opuszczał maskę i otwierał usta. Strumień ognia wystrzelił w Kuai Lianga, który odskoczył do tyłu, unosząc ramiona w obronie, przywołując podmuch lodu, aby przeciwdziałać płomieniom, które blokowały się, dopóki oba ataki nie ustały, a szczęk mieczy wznowił się.

To było prawie jak taniec. Taniec, który obaj wykonywali już niezliczoną ilość razy. Na zmianę przechodzili do ofensywy, odpychając przeciwnika dalej, zanim zostali odepchnięci do defensywy. Walcząc ze sobą tak długo, znali się nawzajem. Wydziwianie. Strategie. Ale opanowanie własnych umiejętności pozwoliło im równo dopasować się do siebie, nigdy nie zadając sobie ani jednego udanego ciosu.
Wydając ryk frustracji, Scorpion zniknął w kolejnym błysku ognia, pojawiając się w powietrzu powyżej, gdzie wylądował na jednym z posągów, po czym rzucił się z nogą na głowę. Kamień pękł, a głowa pękła, tylko po to, by odłamki spadły na Sub-Zero z towarzyszącym im podmuchem ognia. Ściana lodu ponownie oddzieliła ich dwoje, łapiąc pociski, tylko po to, by pękła, gdy Scorpion przebił się przez nią i rzucił serią ciosów na kriomantę, który ledwo był w stanie utrzymać się w obronie.
Gdy ostrze miało wylądować, grożąc odcięciem głowy wojownika Lin Kuei, nagle utknęło w lodowej rzeźbie, która doskonale naśladowała wygląd Kuai Lianga. W momencie, gdy katana uderzyła w lód, rzeźba rozpadła się, a Scorpion został pochłonięty przez lód, zamrażając go na miejscu, zanim został złamany przez pięść Sub-Zero, która uderzyła go w brzuch, wyrzucając go kilka metrów dalej, gdzie cofnął się. do jego stóp. "Chodź tu!" Krzyknął, wyciągając rękę, a kunai wypadł z jego ramienia. Kriomanta działał zbyt wolno, kunai wbijał się w jego klatkę piersiową, kładąc się tam, pozwalając Scorpionowi szarpnąć Sub-Zero w powietrze wielkim szarpnięciem prosto w niego, po czym obrócił się, wbijając butem w brzuch Kuia Lianga, przewracając go. cofnąć i usunąć kunai.

Scorpion zamachnął się swoją kataną, próbując kolejnej dekapitacji, ale został ponownie udaremniony, gdy Sub-Zero nagle zapadł się w ziemię, a całe jego ciało zamieniło się w lód, zanim wyskoczył z ziemi za Scorpionem, wymachując swoim lodowym mieczem. zablokować atak. I znowu kontynuowali swoją farsę szermierki, pojedynkując się przy wejściu do świątyni Lin Kuei.
Nagle cały ich świat dołączył do konfliktu. Ziemia zaczęła pękać, a magma pluła na mroźne powietrze. Posągi wokół nich runęły na ziemię, rozpadając się na kawałki.
Ich walka zatrzymała się, gdy obaj odzyskali równowagę. Sub-Zero spojrzał w szoku na Hanzo. "Czy to twoja robota?" Zażądał. Scorpion nie odpowiedział, zamiast tego raz jeszcze uderzył w Kuai Lianga, ich miecze połączyły się w powietrzu. Potem powietrze wokół nich zaczęło pękać. Łzy pojawiły się na niebie, gdy cała ziemia zaczęła się przesuwać i odłączać. Scorpion nie pozwolił Sub-Zero przyjąć tego, gdy walczyli, próbując zdobyć przewagę nad sobą, gdy świat wokół nich był rozdarty.
Nagła eksplozja magmy wybuchła między nimi, tworząc ogromną szczelinę rozłupującą ziemię. Gdy odległość między nimi się zwiększyła, Scorpion wydał okrzyk wojenny i wyskoczył w powietrze, podążając za nim za smugą ognia, rzucając dalej. Nie widząc alternatywy, Sub-Zero zrobił to samo, pozostawiając za sobą ślad lodu i śniegu. W powietrzu obaj ponownie połączyli swoje ostrza, zanim zaczęli wpadać w szczelinę, która wciąż otwierała się w piekło. Stopa Scorpiona wytrąciła mu lodowy miecz Kuai Lianga z dłoni, więc w odwecie kriomanta uderzył łokciem w wewnętrzną część przedramienia Scorpiona, a jego uchwyt na katanie ustąpił, pozwalając Sub-Zero odrzucić ją na bok.

Ignorując ich broń, umiejętności i upadek, obaj zaczęli łączyć ciosy i kopnięcia, wypuszczając je przeciwko sobie, gdy nadal spadali. Czerwone światło pod nimi zaczęło jarzyć się coraz jaśniej, niemal oślepiając, zanim…

Z okrzykiem Sub-Zero zaczął pędzić po niebie, kierując się w stronę pokrytej popiołem ziemi. Nie miał czasu, by przyjrzeć się otoczeniu lub dowiedzieć się, co stało się ze Scorpionem, kiedy wyciągnął ramiona i zaczął budować przed sobą lodową ścieżkę, chwytając go, gdy odzyskał siły. Korzystając z tego, był w stanie bezpiecznie zsunąć się na ziemię, gdzie potknął się i się zatrzymał, prawie pędząc głową do przodu w szalejący ogień.
Arcymistrz wziął chwilę, łapiąc oddech, zanim się rozejrzał. Widział tylko zniszczenie. Nie takie, jakie właśnie zostawił. To miejsce było świadkiem wojny, a nie zjawisk naturalnych. Kratery osiedliły ziemię przed eksplozjami, cały las spalił się na węgiel, a ziemia została zbudowana w całości z kilku cali gorącego popiołu. Niebo wisiało nad chmurą i szarością, przez co Sub-Zero zastanawiało się, co się stało, i czy to wszystko było dziełem Scorpiona w jego daremnych próbach zemsty za coś, czego Sub-Zero nie popełnił.

——

Master Chief
Eidocyd w najprawdziwszej postaci. Całe planety poczerniały na ostro, a wszystko po to, by wymazać pojedynczy gatunek i po prostu istnieć. Widział śmierć niezliczonych przyjaciół i sojuszników. Zdrętwiał z bólu i straty. To nie znaczyło, że nadal nie bolało. Wciąż pamiętał swoją matkę. Jego prawdziwa matka. Wzywam go, żeby wrócił z plaży do domu. Był taki młody. Taki niewinny. Nieświadomy niekończących się prób, które czekały w przyszłości. To było jedyne wspomnienie, jakie wciąż o niej miał. Już nie żyła. To była cała planeta. Nic nie przetrwało oszklenia.

Potem była jego druga matka. Zdawał sobie sprawę, że początkowo nie miała być taką postacią, ale było to nieuniknione. Kiedy ktoś porywa dziesiątki małych dzieci, będą szukać takich postaci, nawet jeśli nie dostaną miłości i pożywienia, których pragną. Halsey była dla nich wszystkich jak matka. Mendez, jak ojciec. Obaj uczynili z Johna i pozostałych prawdziwych żołnierzy. Najlepsze z najlepszych. Od jakiegoś czasu nie słyszał o ich statusie. Halsey został uznany za zmarłego, tak samo jak Mendez. Jednak wątpliwe. Byli twardzi.
Pamiętał nawiązywanie przyjaźni. Samuel, Kelly, Linda, Fred… pamiętał dzień śmierci Samuela. To przelotne spojrzenie wstecz, by zobaczyć, jak jego najlepszy przyjaciel powstrzymuje grupę kosmitów, aby odpalić broń nuklearną, która zniszczy statek obcych. John stracił wcześniej przyjaciół. Ulepszenie … szkolenie … to wszystko zebrało swoje żniwo. Ich liczba malała, aż w końcu byli gotowi. Ich liczba nadal malała dopiero po wybuchu wojny. Ilu innych Spartan zostało?

Uśmiech jego matki błysnął przed nim. Wtedy należał do Halsey. Wtedy … należał do Cortany. Spartanie zostali zbudowani na wojnę. Zbudowany, aby wytrzymać duże obciążenia fizyczne, psychiczne i emocjonalne. Ale wojna trwała już tak długo. Ponad dwadzieścia lat … zebrało swoje żniwo, nawet na Spartaninie. Trauma, której doświadczyłeś, była mniejsza niż u normalnej osoby, z oczywistych powodów, ale nadal nie było łatwo sobie z nią poradzić. Stracił niezliczone godziny snu, nie mogąc zamknąć oczu. Nawet kiedy udało mu się zasnąć, budził się i znajdował się już w łóżku, ciężko oddychając, gotowy zabić najbliższą mu osobę.
Cortana była dla niego podporą. Ich więź zaczęła się niecały rok temu, ale wzmocniła się. To nie było jak więź, którą miał z innymi Spartanami. Ich koleżeństwo, lojalność i zrozumienie nie miały sobie równych. To nie było tak, jak z Halsey i Mendezem. Cortana mogła być uderzającym wizerunkiem niebieskiej Halsey w młodości, ale była zupełnie inna. Mogła być sztuczną inteligencją, jednorazową w oczach ONI i RB ONZ, ale miała dla niego coś do powiedzenia. Troszczył się o nią. Żałował, że musiał ją porzucić na High Charity, ale wrócił po nią. Uratował ją. Był tam, aby ją chronić. W końcu była jego odpowiedzialnością.
Ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że chodziło o coś więcej. Przywiązanie, jakie czuł do SI, było czymś, czego nigdy wcześniej nie czuł do nikogo innego.

To jej głos przywiódł go z powrotem. Wypowiedziała jego imię, a słowa opuściły jej sztuczne usta, poruszając jego umysł. Brzmiało to pilnie. Jego umysł był zamglony, ale próbował przez to przejść. Potrzebowała go. Potrzebował jej. Otworzył oczy, ale na początku mógł dostrzec tylko niewyraźne kształty, gdy jej głos był wyraźniejszy i wyraźniejszy. "Jan."
'Jan'. Rzadko wymawiała jego prawdziwe imię. Kiedy to zrobiła, było to ważne. Kiedy odnalazł głos, zmusił zmysły do przystosowania się. „Cortana”. Odpowiedział i wydawało mu się, że usłyszał od niej westchnienie ulgi. – Szefie, wstawaj. To ważne.
Kiwnął tylko głową, gdy drzwi kriopodobu zasyczały, po czym otworzyły się, a jego wzrok się poprawił. Mógł rozpoznać komorę kriogeniczną, w której się znajdowali, a także ją. Stała na piedestale, którym była, gdy schodził pod wodą. Patrzyła na niego, a jej oczy zdradzały zmartwienie. Nie musiała tego mówić, wiedział, że to ważne. "Jak długo mnie nie było?"
"Nie długo." Odpowiedziała. „Trzy miesiące i jedenaście dni”.
Master Chief potrząsnął głową, usuwając mgłę i skupiając zmysły. "Status?"
"Nie wiem." AI przyznała, sprawiając, że Spartanin spojrzał w jej stronę, jego głowa przechyliła się lekko na bok w zdezorientowaniu. „Dziwna fala energii bombarduje Naprzód aż do świtu już od godziny. Nie pasuje do żadnych znanych sygnatur i nie ma znanego miejsca pochodzenia”.
"Co chcesz, żebym zrobił?" – zapytał szef. Cortana uśmiechnęła się złośliwie, wyraźnie ciesząc się jego zwykłą postawą. „Czujniki przekazujące The Dawn są w trybie offline i wymaga ręcznego ponownego uruchomienia, aby przywrócić wydajność operacyjną.
Spartan skinął głową, wyciągając chip AI z piedestału. Gdy to zrobił, jej holograficzna postać zniknęła i włożył chip z tyłu hełmu, po czym natychmiast zintegrował ją ze swoimi systemami. „Oznaczę pozycję punktem nawigacyjnym. Miło cię widzieć, John”.

Szef nie odpowiedział na to, gdy natychmiast wypłynął z kriokomory, środowisko zerowej grawitacji wciąż było obecne jak zawsze. W każdym razie Cortana nie musi słuchać jego odpowiedzi. Wiedziała, że to uczucie było odwzajemnione. Zamiast tego byli prawie w połowie drogi, zanim się odezwał. „Co robią fale energii?”
– Mogę się mylić, ale wydaje się, że rysują jakiś rodzaj studni grawitacyjnej. Nie w żadnym konkretnym kierunku. Trudno to opisać. Poza jakąkolwiek technologią, jaką kiedykolwiek widziałem. Odpowiedziała. John zmarszczył brwi. To nie było wiele do zrobienia. Dotarł do końca statku. A przynajmniej koniec tej połowy. Podmuch po zniszczeniu Halo rozerwał „Naprzód Do Świtu” na dwie części. Arbiter znajdował się w pierwszej połowie i, miejmy nadzieję, wrócił na Ziemię w jednym kawałku.
Można było zobaczyć otwartą przestrzeń, w tym pełny widok galaktyki Drogi Mlecznej. Byli daleko od domu …

Chwycił kawałek odłamanego metalu i użył go, by zamachnąć się na szczyt statku, zanim uderzył butami w kadłub, który przyczepił się magnetycznie, i zaczął iść po powierzchni, zbliżając się do punktu nawigacyjnego. "O o." Głos Cortany przerwał ciszę. "Co to jest?" – zapytał szef, ale nie musiała odpowiadać. Przestrzeń wydawała się rozpadać na ich oczach, pękając jak pajęczyna, zanim pękła jak szkło, i natychmiast poczuł ogromne szarpnięcie na swoim ciele, białe światło poza rozbitą przestrzenią, generujące masywną studnię grawitacyjną. "Zablokuj swoją zbroję!" Cortana wrzasnęła pilnie. Wystarczyło tylko zastanowić się, aby ta czynność miała miejsce, gdy ciało Chiefa zesztywniało, gdy przykucnął nisko do kadłuba, jego zbroja zablokowała się, a jego tarcze migotały, gdy cały tył Świtu został przyciągnięty w stronę jasnego światła.
„Odczyty są poza wykresami! Ta sama energia co poprzednio, ale silniejsza. Szefie, trzymaj się czegoś. Podpis jest podobny do pęknięcia przestrzeni poślizgu!”

Oślepiające światło połknęło ich w całości … zanim nagle zostały wyplute. Znowu widział, ale niestety nie był to pocieszający widok. Mknęli przez atmosferę planety, statek kosmiczny zamienił się w płonącą metalową kulę, która przeleciała w powietrzu, odłamki odleciały po drodze.
"Przygotuj się na uderzenie!" Cortana płakała, ukazując pasmo górskie, zanim Spartanin poczuł wstrząs całym swoim ciałem i wszystko stało się czarne …

"Jan?"
Otworzył oczy. Wpatrywał się w płonący kawałek metalu. Jego lewe ramię było obolałe, a według jego HUD, skafander podawał BioFoam wzdłuż lewego ramienia i nóg. "O Boże." Cortana przemówiła, gdy John zaczął siadać. – Czy to nie trzeci raz, kiedy przez to przechodzimy? Rozwalamy się, tracisz przytomność, mówię twoje imię, dopóki nie wstaniesz … Planujesz powtórzyć to w najbliższym czasie?
– Dam ci znać, jeśli to zrobię. – odpowiedział Chief, wstając i zerkając w dół na swoje ramię, aby znaleźć kawałek odłamków tkwiących tuż pod zbroją w jego skórze. Chwycił go i wyrwał, odrzucając zakrwawiony kawałek metalu na bok, gdy do jego ciała podawano więcej BioFoam. Miał nadzieję, że wkrótce będzie mógł znaleźć rzeczywiste suplementy medyczne, biorąc pod uwagę, że BioFoam jest tymczasowym leczeniem.

"Gdzie jesteśmy?" Zapytał, rozglądając się po otoczeniu. Wokół nich stały ruiny Forward Unto Dawn, małe ogniska w każdym kierunku. Uderzył ich jednak dzień, ponieważ przed nimi znajdowała się ogromna dziura w kadłubie statku, prawdopodobnie tam, skąd weszli. Jego HUD pokazywał wychodzący z niego prąd wiatru o niskich temperaturach. Pasmo górskie, w które się zderzyli … to musi być to. "Nie mam pojęcia, nie ma nas na żadnej mapie." – odpowiedziała Cortana. – Ale jeśli są jacyś miejscowi, z pewnością zrobiliśmy na nich niezłe wejście.
Szef nie odpowiedział, gdy biegł w kierunku dziury, podskoczył, by złapać się boku, i wysiadł, znajdując dość spektakularny widok. Nie pasmo górskie ani niebo, ale dziwny, masywny obiekt unoszący się na niebie w oddali. „Co… to jest…” Cortana zastanawiała się głośno, gdy Szef wpatrywał się w to przez kilka chwil, zanim zeskoczył z kadłuba statku. Śnieg leciał we wszystkich kierunkach, gdy wylądował na twardym gruncie. Otaczało ich więcej części statku, wszystkie płonęły, ale niektóre wydawały się bardziej nietknięte niż inne. „Nie pochodzi od Forerunnera”.
"Cokolwiek to jest, jest prawdopodobnie niebezpieczne." – stwierdził szef. „To oznacza, że prawdopodobnie jest ktoś, kto tego chce”. AI zwróciła uwagę, gdy Szef skinął głową, zeskakując do innej części tlącego się statku, znajdując kilka rozrzuconych broni, które natychmiast zaczął zbierać. „Cóż, nasza przerwa była fajna, dopóki trwała”. Cortana westchnęła. – Ale myślę, że nie mogę wiecznie trzymać cię z dala od akcji.

Wyposażony w tarczę bąbelkową, karabin szturmowy MA5C i M6D Magnum, Master Chief zaczął schodzić z góry, zbliżając się do bazy, zanim znalazł kolejną część statku, która tu wylądowała. – Huh. Guziec naprawdę są trwalsze, niż się ludziom wydaje. Cortana stwierdziła, że oczy Wodza spoczęły na czymś, co wyglądało na w pełni funkcjonującego Warthoga. Zszedł do niego, przewracając go na koła, a jego HUD go skanował. W pełni funkcjonalny. Drobne uszkodzenia zewnętrzne. Brakowało wieży, ale jej nie potrzebował.
Spartanin wskoczył na siedzenie kierowcy, ożywiając Warthoga.

Po tych słowach byli już w drodze, terenowy Guziec po drodze wpadał na pasmo górskie, przedzierając się przez śnieg i zbocza, prawie przewracając się tylko kilka razy. – Więc co się stanie, jeśli spotkamy kogoś, kogo nie możesz zastrzelić? – zapytała Cortana. John milczał przez kilka chwil, zanim odpowiedział.

– Wyobraź sobie, że jeszcze trochę strzelę.

——

Dragonborn
Co można było zrobić dla bohaterów, gdy nie było już konfliktu do rozwiązania? Nie masz już gildii do przyłączenia się? Żadne królestwa nie potrzebowały twojego wsparcia? Smocze Dziecię było … znudzone. Zabił wszystkich bandytów, zakończył wojnę domową w Skyrim, zabił Alduina, pożeracza światów, kontrolował każdą gildię w prowincji, a nawet miał własny fanklub. Ale zrobił wszystko. Nie miał już nic do roboty i nagle zrozumiał, jak czuł się hebanowy wojownik. O tak. Przypomniał sobie hebanowego wojownika. Zaprawiony w bojach weteran, który twierdził, że zrobił wszystko. Jego osiągnięcia nie były na poziomie Smoczego Dziecięcia, a on upadł pod topór Dovakiina, ale nadal. Był teraz bardziej znany niż kiedykolwiek wcześniej.

Smocze Dziecię stąpało po bagnach na południe od Samotności, słysząc o czymś nowym. Tak to prawda. Nowy. Może nowe wyzwanie? Nowy sojusznik? Nowy loch? Zadowoliłby się nawet nową książką, ponieważ przeczytał każdą inną, którą spotkał. Minęły lata, prawie dwie dekady, odkąd zabił Alduina i uratował świat. Niedługo potem zakończył wojnę domową, pomagając Ulfricowi Stormcloakowi w jego buncie przeciwko Imperium.
Oczywiście kolejnym zagrożeniem był Thalmor. Zwłaszcza od kiedy Smocze Dziecię wyrzuciło Elenwyn ze Skyrim. Ale to było dla niego po prostu za dużo, nawet z całym Skyrim za plecami. Więc wszyscy po prostu poświęcają swój czas, zbierając siły. Tak jak to wyglądało, ta wojna nie miałaby miejsca nawet za jego życia.

Chyba że zdecydował się zostać wampirem na stałe, jak zasugerowała Serana, kiedy wyraził jej swoją frustrację. To mu przypomniało, że wkrótce musi złożyć jej wizytę w Zamku Dawnguard. Minęło trochę czasu, odkąd ostatnio rozmawiali, i zawsze był jednym z bardziej interesujących i zabawnych ludzi w Skyrim.
Jego myśli przerwał dziwny płacz. Brzmiało … jak łoś. Ale jednocześnie tak nie było. Wydawał taki sam rodzaj gwizdania jak zwierzęta, ale ten zabrzmiał bardzo źle. Zniekształcone, a może jak okrutna imitacja prawdziwej rzeczy. Dźwięk wywołał dreszcze po jego kręgosłupie i nie był nawet pewien, dlaczego. Walczył z daedrycznymi książętami i żył, na litość boską. Prawdę mówiąc, nawet się nie bał, ale jego ciało wydawało się próbować go przekonać, że jest inaczej, co tylko go zdezorientowało.

Dopiero wtedy to zobaczył. Istota wydająca dźwięk. Tuż za wzgórzem zobaczył parę rogów. Cicho, Smocze Dziecię naciągnęło łuk, wycelując krasnoludzką strzałę. Podniósł głowę i zmarszczył brwi. Twarz łosia wyglądała na zapadniętą i niedożywioną, ale jednocześnie wyglądała, jakby się topiła, ale zatrzymała się i utrzymała ten częściowo stopiony wygląd. Jego pysk był poplamiony szkarłatną krwią.
Dziewięć. To nie była zwykła bestia. To był Stary Bóg, jeden z tych, za którymi podążali Zaprzysiężeni. Sposób, w jaki nosili czaszki łosi do bitwy … to było jedno z ich bóstw.
Na ustach Smoczego Dziecięcia pojawił się uśmiech, który ledwo można było zobaczyć pod grzywą siwych, siwych włosów na twarzy. To z pewnością stworzyłoby świetną nową historię. Odsunął krasnoludzką strzałę, teraz wyciągając coś znacznie bardziej śmiercionośnego dla takich stworzeń. Słoneczne strzały zanurzyły się we krwi Serany. Nie spotkał jeszcze mitycznej istoty, której to nie mogłoby zaszkodzić. Z gotową obroną zaczął powoli zbliżać się do Starego Boga, zanim nagle stanął, patrząc wprost na niego. Przez to bestia stała mniej więcej tego samego wzrostu co każdy człowiek, a może łoś, ale ta istota była masywna. Był dwunożny, jego ciało było równie niedożywione, zapadnięte i nieco stopione jak twarz. Jego kończyny były długie, z masywnymi pazurami poplamionymi, podobnie jak pysk. Musiał mieć co najmniej piętnaście stóp wysokości. Smocze Dziecię zaczyna wątpić, czy jego głowa zmieści się w jego salonie. Może gdyby pozbył się sufitu i podłączył salon do strychu …

Jego uwaga ponownie powróciła do teraźniejszości, gdy Stary Bóg wydał przerażające wezwanie, które zdawało się uderzać w jego duszę. Nadal nie czuł się przestraszony, ale było to prawie tak, jakby to stworzenie próbowało go przestraszyć w jakiś nadnaturalny sposób. Jakby cichy głos z tyłu głowy zachęcał go do ucieczki. Zignorował to.
Strzała poleciała i wbiła się w pierś Starego Boga – martwe centrum. Wydał z siebie przeszywający ryk, który zadźwięczał kościami Smoczego Dziecięcia, potykając się do tyłu, wyraźnie z bólu. Poleciała kolejna strzała, wbijając się w obojczyk. Kolejny ryk. Kolejna strzała.
To było nudne.

Widząc, że ta strategia jest zbyt łatwa i wygodna, Smocze Dziecię schował łuk i chwycił topór za pas. To powinno być fajniejsze. Z okrzykiem walki, który dotarł do dawnych Nordów, Smocze Dziecię rzuciło się do przodu i wykonało skok z wyskoku. Stary Bóg zmusił go do wyrzucenia go z powietrza, ale przerwało mu proste słowo.
„FUS!” Podmuch mocy głosu uderzył w Starego Boga, zmuszając go do ponownego potknięcia się, gdy Smocze Dziecię wbiło mu topór w jego szyję, omal nie odcinając go do czysta. Wyszarpnął topór, próbując uderzyć jeszcze raz, ale jego szponiasta dłoń owinęła się wokół jego środka i odrzuciła go na bok. Wpadł na kałużę błotnistej wody, zanurzając się na chwilę tylko po to, by wybuchnąć, teraz pokryty błotem i wodą, i ponownie rzucił się na Starego Boga, który wydał z siebie wrzask, gdy to zrobiło dla niego.

Minęło zaledwie kilka minut i Smocze Dziecię znalazło się na błotnistym wzgórzu, wpatrując się w na wpół zanurzone ciało Starego Boga, z odciętą głową leżącą obok niego na ziemi, z gęstego czarnego szlamu wyciekającego z podstawa szyi. To … nie była bitwa, której się spodziewał. Ledwo został przez to ranny, a Starzy Bogowie powinni być siłą, z którą trzeba się liczyć.
No cóż. Zawsze mógł mówić, że to trochę więcej niż było, przyznać Staremu Bogu trochę więcej uznania.
Jednak gdy zaczął nosić głowę przez bagno, napotkał problem. Podczas brodzenia przez płycizny nagle utknęła mu noga. Szarpnął, ale jego noga pozostała zablokowana. Próbował poruszyć drugą, ale okazało się, że również jest nieruchoma. Wtedy zaczął tonąć.
– Nie… – burknął, szarpiąc mocniej, ale bez skutku. Woda wokół niego zaczęła gwałtownie wirować w wir, wciągając go coraz bardziej i szybciej. Próbował wielu różnych okrzyków, aby pomóc w jego sytuacji, ale nic dobrego z tego nie wynikło. W akcie desperacji wezwał nawet jednego ze swoich smoczych sprzymierzeńców, ale było już za późno. Ostatnią, która opadła pod powierzchnię, była jego wolna ręka, która szarpała się za powierzchnię, zanim ona również zniknęła z pola widzenia …

I nagle, Smocze Dziecię zaczęło prychać i kaszleć wodą, gdy leżał na ziemi, a ciepłe słońce rzucało na niego swój blask. Zanim nawet otworzył oczy, wiedział, że nie ma go nigdzie w Skyrim. Powietrze było zbyt suche. Ziemia była zbyt ciepła. W powietrzu unosił się zapach brudu. Wytarł oczy, zanim je otworzył i stwierdził, że leży na czerwonej ziemi. Był w … jakimś kanionie. Niebo było jasno błękitne, a ziemia wokół była cała w brązach i czerwieniach. Przypomniał mu się zdjęcia południowego Elsweyr, które widział. Wyglądało na to, że było tu mniej Khajiitów. W zasięgu wzroku nie widział ani jednej oddychającej istoty. Oczywiście nie oznaczało to, że ich nie było. Powoli Dovakiin wstał, wciąż ociekając wodą i błotem, gdy prostował swój żelazny hełm i zauważył uciętą głowę Starego Boga obok siebie. Złapał go za poroże i zaczął iść. W końcu co innego mógł zrobić? Jasne, że miał swoje pytania, ale nie było nikogo, kto mógłby na nie odpowiedzieć. Przypuszczał, że zabicie Starego Boga jakimś cudem sprowadziło go tutaj. Poza tym zdarzyły się dziwniejsze rzeczy. To była kolejna przygoda. Ale w głębi duszy czuł się raczej podekscytowany. Minęły dziesiątki lat, odkąd miał dobrą przygodę. Może to będzie jedna do zapamiętania.

Źródło https://pokecharms.com/threads/bootleg-bros-brawl.23796/